Nie ma nóg, dachu nad głową, mieszka na bagnach
Widać go czasami przed Biedronką, gdy czeka na wózku z wyciągniętą ręką, aż ktoś mu da jakiś grosz. Potem siłą mięśni rąk przesuwa koła swojego wózka i porusza się w kierunku swojego lokum. Najpierw po nierównych płytach chodnikowych zabagnionego terenu, potem przez kładkę nad strumykiem i w prawo po grząskim gruncie.

Bagienny teren pomiędzy stadionem, dawnym tartakiem i wzgórzem za Urzędem Miasta. Tam jeszcze kilkanaście dni temu stał mały, niebieski namiot - niestety, zapadła się jego konstrukcja i teraz poszycie leży na materacu.
Pan Wiesław za pomocą rąk sam stacza się z wózka i wczołguje się pod brezent namiotu. Rano wyczołguje się i wspina na wózek. Potem podjeżdża przed sklep. Z wielkim wysiłkiem, bo tam jest pod górkę. I tak codziennie.

Widok jest straszny. Człowiek leżący praktycznie na ziemi i wystająca głowa spod brezentu - to w ciągu dnia. Na noc przykrywa się całkowicie poszyciem namiotu i śpi w takim kokonie. Po lewej i prawej stronie stoją dwa wózki inwalidzkie. Wokół śmieci, liście i gałęzie.

Pan Wiesław w rozmowie z nami powiedział, że na bagnach żyje od kwietnia tego roku. Ma dwa marzenia - jakiś kąt, gdzie mógłby mieszkać jak człowiek i elektryczny wózek, bo już mu wysiadają ręce.
Czy to możliwe, że w 25-tysięcznym powiatowym mieście nie ma pomocy dla tego człowieka?

Okazuje się, że Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Kościerzynie zna los pana Wiesława, który kiedyś mieszkał w Łubianie. Jak twierdzi kierownictwo MOPS, wielokrotnie próbowano mu pomóc przez umiejscowienie go w jednym z domów pomocy społecznej.
- Niestety, za każdym razem pan odmawia, gdy chcemy już go stamtąd zabrać, a my nie jesteśmy w stanie do niczego go zmusić - twierdzi jeden z pracowników socjalnych kościerskiego MOPS.
- Zaglądają do mnie policjanci i straż miejska i sprawdzają, czy żyję - mówi pan Wiesław.
Teraz, kiedy wyjątkowo w grudniu nie ma mrozów, pan Wiesław jeszcze żyje. Będzie gorzej, gdy zacznie się prawdziwa zima.
Tekst i zdjęcia Adam Kiedrowski