Ceny najmu mieszkań zaczynają znów powoli rosnąć i już teraz często są wyższe niż rata kredytu hipotecznego. Eksperci jednak ostrzegają, że jeśli ktoś planuje kupić „własne M”, to powinien się spieszyć.

W 2020 roku rynek najmu mieszkań ucierpiał. Wszelkie raporty wskazywały, że spadł popyt na lokale. Stało się to z kilku przyczyn, np. ze względu na to, że studenci większości kierunków studiów uczą się zdalnie. Zostają w domach i nie mają potrzeby wynajmowania mieszkania.

Pandemia jednak słabnie i już widać to na rynku mieszkaniowym. Znoszone są kolejne obostrzenia i w wielu miastach kwoty za wynajem poszły w maju w górę. Na razie są to niewielkie wzrosty, a w niektórych miastach stawki nadal są niższe od tych sprzed roku.

Według najnowszego badania Expandera i Rentier.io, obecna sytuacja przedstawia się następująco:

•    Warszawa – przeciętnie koszt wynajmu 1 m kw. wynosi 52 zł i jest o 7,9 proc. niższy niż w kwietniu 2020 roku.

•    Gdynia – 38 zł, spadek o 7,3 proc.

•    Toruń – 30 zł, spadek o 7,7 proc.

•    Kraków – 40 zł, spadek o 7 proc.

•    Rzeszów – 31 zł, spadek o 5,5 proc

•    Katowice – 38 zł, spadek o 3,8 proc

•    Częstochowa – 31 zł, spadek o 3,1 proc.

•    Gdańsk – 44 zł, spadek o 2,4 proc.

•    Wrocław – 42 zł, spadek o 2,3 proc.

•    Lublin – 38 zł, spadek o 1,3 proc.

•    Poznań – 37 zł, cena wróciła do poziomu z kwietnia 2020

•    Szczecin – 40 zł, wzrost o 2,6 proc.

•    Sosnowiec – 33 zł, wzrost o 2,6 proc.

•    Bydgoszcz – 33 zł, wzrost o 4,2 proc.

•    Łódź – 37 zł, wzrost 6,2 proc.

•    Białystok – 33 zł, nie ma danych porównawczych do kwietnia 2020 roku.

 

 "Czy względna stabilność jest sygnałem końca spadków cen na rynku najmu? Takiej pewności nie ma. Sporo zależy od szybkości odmrażania gospodarki i stopnia powrotu do modeli pracy i nauki sprzed pandemii. Kluczowe jest również to, czy postęp w programie szczepień będzie na tyle duży, aby uchronić nas przed kolejną falą zachorowań, która mogłaby wymusić ponowne zamykanie niektórych sektorów.” – oceniają autorzy raportu i podkreślają, że generalnie wynajem jest droższy niż rata kredytu. „Szczególnie wyróżniają się tu Łódź i Sosnowiec, w których miesięczny koszt najmu jest aż o ponad 40 proc. wyższy niż kredyt. W Łodzi zamieniając 40-metrowe najmowane mieszkanie na własne, można zaoszczędzić 5 236 zł rocznie. Jedynym miastem, w którym to najem jest tańszy jest Kraków. Roczna suma rat kredytu będzie tam o 1 040 zł wyższa niż koszt najmu.” – wyliczają eksperci.

To też sprawia, że wynajmowanie komuś mieszkania przynosi obecnie większe zyski niż trzymanie pieniędzy na lokatach bankowych. Nawet w Warszawie, gdzie przecież stawki spadły najmocniej, mieszkanie przynosi wyższe zyski. „Jeśli właściciel ma szczęście i ma lokatorów przez pełne 12 miesięcy w roku, to po uwzględnieniu podatku i wszystkich kosztów, rentowność wyniesie 4 proc. rocznie. W przypadku pecha, czyli w sytuacji gdy mieszkanie „pracuje” tylko przed 6 miesięcy w roku, rentowność netto to 1,4 proc. rocznie, a więc 8-krotnie więcej niż na przeciętnej lokacie bankowej. Według NBP średnie oprocentowanie lokat wynosi bowiem 0,2 proc., co po odliczeniu podatku daje 0,16 proc.” – czytamy w opracowaniu.

Jeśli jednak ktoś planuje zakup lokalu, to powinien szybko podejmować decyzję. Ma na to stosunkowo niewiele czasu, bo od roku do maksymalnie dwóch lat. Właśnie po tym czasie mają zacząć funkcjonować rozwiązania zawarte w „Polskim Ładzie”, czyli propozycji Zjednoczonej Prawicy. Zakłada on m.in. zapewnienie przez państwo wkładu własnego w kredycie hipotecznym (do 100 tys. zł).

Eksperci z direct.money.pl zastrzegają: „Dopiero szczegółowe warunki dofinansowania i zasad przyznawania wsparcia pokażą, czy będzie warto z niego skorzystać. Już teraz jednak wielu specjalistów wskazuje na ryzyko wzrostu cen nieruchomości po wprowadzeniu programu (wywołać je może łatwiejszy dostęp do kredytów i większy popyt na mieszkania)”. Przestrzegają jednak: „Co więcej, banki mogą uznać kredyty mieszkaniowe bez wkładu własnego za bardziej ryzykowne, co może skłonić je do pobierania wyższej marży, a więc program może doprowadzić do zwiększenia kosztów kredytowania”.

News4Media,

Fot. Adam Kiedrowski