Czy to nie jakaś ironia losu, że osoba związana z ochroną przyrody, mająca na swoim koncie wiele inicjatyw ekologicznych, likwidację „mogilników”, pracująca zawodowo przy gospodarce odpadami, pomagająca innym w dziedzinie ekologii zostaje wprowadzona na ekologiczną minę?

Łucja Ptaszyńska od lat jest związana zawodowo i prywatnie z szeroko pojętą ekologią. Z wykształcenia jest inżynierem środowiska. Pracowała na stanowiskach kierowniczych ujęcia wody i oczyszczalni ścieków w Kościerzynie, na wysypisku odpadów w Szadółkach. W Szadółkach miała na co dzień do czynienia ze śmieciami. Chodziła po górach odpadów, nadzorowała rekultywację. Temat śmieci poznała od podszewki. Później piastowała stanowisko Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody. Od prawie 20 lat działa w organizacjach ekologicznych, również jako prezes i wiceprezes Kaszubskiego Stowarzyszenia Ekologicznego. Ma własną firmę. Współpracowała z kilkoma gminami województwa pomorskiego w zakresie ekologicznych projektów, pomagała pozyskiwać na to unijne fundusze.

Likwidowanie mogilników
Kiedyś zaangażowała się w likwidację mogilników na terenie województwa pomorskiego, kiedy jeszcze mało kto miał na ten temat jakąkolwiek wiedzę. Mogilnik to najczęściej wydrążone w ziemi składowisko niebezpiecznych, toksycznych odpadów, takich jak przeterminowane środki ochrony roślin, odpady farmaceutyczne, niebezpieczne chemikalia. Likwidacja polegała na przeładowywaniu groźnych zawartości do plastikowych zbiorników i przewiezienie ładunku do utylizacji.
Słowem, Łucja Ptaszyńska w zakresie ekologii wie praktycznie wszystko.

Gmina - bezpieczny sprzedający
Marzyła o miejscu, na którym zbudowałaby zieloną szkołę dla dzieci i dorosłych, gdzie mogłaby prowadzić ekologiczną edukację. Gdy współpracowała z gminami, interesowała się czy na ich terenach są ciekawe działki na sprzedaż, pod warunkiem, że sprzedającym jest właśnie gmina. — Gmina to bezpieczny, wiarygodny sprzedający, jest zobligowana do działań otwartych, etycznych i uczciwych. To pewność, że nie sprzedaje żadnej ukrytej niespodzianki — uważała do tej pory Łucja Ptaszyńska.
Do Przywidza trafiła organizując dla gminy projekt instalacji solarnych. Jak zwykle, pytała w urzędzie czy gmina ma jakąś ciekawą działkę na sprzedaż. Usłyszała, że tak. Zobaczyła właśnie tę i od razu się w niej zakochała.
Działka kosztowała nieco ponad 200 tysięcy złotych za 2 hektary. Kupiła ją.

Wiekowe dęby, łąka, mokradła
To miało być spełnienie marzeń: piękna działka na pograniczu Przywidza, prawie w lesie. Starodrzew, wiekowe dęby, buki. Łąka, zagłębienia, gdzieś pośrodku mokradło. Góra, z której widać wieżę kościoła w Przywidzu i fragment jeziora. Śpiew gnieżdżących się tu ptaków, niczym niezmącona cisza.
Tylko realizować swoje plany. A te, już skonkretyzowane, bo od zakupu ziemi w 2010 roku minęło kilka lat, przewidywały budowę pasywnego domu ekologicznego dla wymarzonej zielonej szkoły. — Przygotowaliśmy projekt budowy takiego budynku pasywnego po to, by ludziom pokazywać jak budować i czy się opłaca budować taki super energooszczędny dom, ile on kosztuje i czy jest drogi, bo większość myśli, że jest to drogo — tłumaczy Łucja Ptaszyńska.
Projekt jest bardzo ambitny i przewiduje, że oprócz wzorcowego budynku, w zielonej szkole odbywałaby się edukacja, poruszająca około 20 dziedzin ściśle związanych z ekologią obejmującą, między innymi, projektowanie, budowanie, innowacje, zarządzanie, turystykę, finansowanie, rolnictwo, zdrowie. Do projektu dołączyło kilkunastu instytucjonalnych partnerów, w tym nawet kilka wyższych uczelni.

Koniec marzeń
Nic nie zapowiadało, że pojawią się jakieś większe problemy. Na przełomie 2014 i 2015 roku na drodze przylegającej do działki, gmina prowadziła prace związane z jej udrożnieniem. Koparka zagłębiła się w gruncie i okazało się, że zalegają tam spore ilości śmieci. — Myślałam, że to tylko trochę i to pod drogą — mówi Łucja Ptaszyńska. — Gdy zaczęliśmy kopać doły pod fundamenty budynku, okazało się, że odpadów jest coraz więcej.
Działka okazała się prawdziwym, dzikim wysypiskiem śmieci. Tyle, że przykrytym cieniutką warstwą ziemi.

Gmina śmieci nie usunie
- O odkryciu dzikiego wysypiska poinformowałam wójta ustnie, potem pisemnie, który dopiero po kilku miesiącach przeprowadził kontrolę na mojej działce — mówi Łucja Ptaszyńska. — Byłam pewna, że gmina jest rzetelna, że kupując od gminy ziemię nabywam ją od bezpiecznego sprzedającego. Okazuje się, że przy sprzedaży zatajono informację o dawnym wysypisku — mówi właścicielka gruntu.
- Kilkakrotnie prosiłam gminę o usunięcie odpadów, lub chociaż o wstępny plan likwidacji odpadów z mojej działki, abym mogła zaplanować swoje działania biznesowe — dodaje Łucja Ptaszyńska.

Wójt gminy Przywidz, Marek Zimakowski uważa, że Łucja Ptaszyńska wiedziała co kupuje. — A przy pierwszym spotkaniu pani Łucja zapomniała co kupiła. Ale pomimo tego nawet zastępca wójta zaproponował działkę w innym miejscu o podobnej wartości. Sztuka za sztukę. Niestety, nie zgodziła się. Zakochała się w tym terenie i koniec — dodaje wójt.

- Pytanie, które zadano mi w gminie — tłumaczy Łucja Ptaszyńska — zaznaczono przy tym, że to tylko hipotetycznie, brzmiało: czy w ogóle wchodzi w grę zamiana, czy zobaczyłabym inną działkę. — Nie spodziewałam się takiego postawienia sprawy, bo przyszłam z informacją o odpadach i myślałam, że będziemy rozmawiać o sposobach ich usunięcia — mówi Łucja Ptaszyńska — zdziwiłam się i powiedziałam, że nie wiem, ale oczywiście mogę pojechać i obejrzeć tę inną. Okazało się, że pokazano mi łyse pole, a ja kupiłam przecież grunt ze starodrzewem i mokradłem, i obu działek w ogóle nie można porównać. Wszak nie chodziło mi o wartość ziemi tylko o cudne przyrodniczo miejsce — dodała.

Wójt Zimakowski uważa, że działanie gminy w zakresie sprzedaży działki były prawidłowe. — Gdy zostałem wójtem, była taka tendencja, również w innych gminach, na sprzedaż działek. Jeżeli były jakieś tereny, to próbowano je sprzedać. W przypadku tej działki, ale również w wielu miejscach w innych gminach, są nielegalne, nieformalne składowiska odpadów. I my sprzedając działki nie mamy gwarancji, że na tym terenie, który przejęliśmy od Skarbu Państwa nie było wcześniej wysypisk. Jednak na mocy regulacji prawnych zostały zlikwidowane, a rekultywacja została przeprowadzona, czyli narzucona na te odpady warstwa ziemi — to muszę powiedzieć, że teren jest uporządkowany. Jeżeli rośnie tam roślinność, drzewa, i jeżeli ta pani się tą działką zachwyciła, to znaczy, że działka jest ciekawa — mówi wójt Marek Zimakowski. — A gdyby pani Ptaszyńska znalazła jakiś skarb, albo gaz łupkowy czy chciałaby się tą wiadomością czy zyskami podzielić z gminą? — zastanawia się wójt.

Łucja Ptaszyńska czuje się przez gminę oszukana. Nigdy nie kupiłaby działki, gdyby wiedziała, że pod warstwą wierzchnią jej gruntu znajduje się wysypisko. Próbowała zainteresować tym radnych. Występowała nawet kilka razy, ostatnio w kwietniu, na sesji rady gminy Przywidz przedstawiając swoje argumenty za tym, że została przez gminę wprowadzona w błąd. Niestety, na sali można było odczuć, że mało kogo obchodzi jej problem.
Łucja Ptaszyńska twierdzi, że ma wszystkie dokumenty potwierdzające, że gmina chcąc sprzedać działkę zataiła fakt istnienia wysypiska odpadów.

"Pomożemy"

Według obliczeń właścicielki działki, śmieci jest około 5 tys. metrów sześciennych. Koszt ich usunięcia wyniósłby około 800.000 zł, a więc czterokrotnie przewyższając wartość działki. Na własną rękę rozpoczęła działania, żeby gmina usunęła śmieciowisko. Oferowała przy tym swoje doświadczenie przy pozyskaniu unijnych pieniędzy na takie działania. Niestety, nie tylko zignorowano te pomysły, ale 30 grudnia 2015 r. gmina nakazała właścicielce... usunięcie odpadów z działki!  - Kolejny szok, że po pierwsze wójt nawet nie rozpoczął przygotowań do remediacji (usunięcia) odpadów, drugie, że zwodził mnie i przeciągał sprawę przez rok, no i na koniec zrzucił to na mnie i to w tak drastyczny sposób. To jest nieuczciwość i nadużycie, w dodatku w wykonaniu gminy – tj. stróża porządku ! - mówi Łucja Ptaszyńska.

Właścicielka działki odwołała się od decyzji gminy do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Sprawa jest w toku. - Czekam na odpowiedź z SKO.
- Cały czas uważam, że jeśli będziemy mogli pomóc, to pomożemy, czy to będzie pani Ptaszyńska czy ktoś inny. Bo to jest rola gminy — powiedział nam wójt gminy Przywidz, Marek Zimakowski.

Przywidz leży na zbiornikach wód
Łucja Ptaszyńska alarmuje, że te śmieci to ogromne  zagrożenie dla wód podziemnych. - Ta działka powinna być uprzątnięta nie tylko ze względu na mnie, ale  z konieczności ochrony środowiska, odpady bez uszczelnienia nie mogą znajdować się na głównych zbiornikach wód podziemnych - mówi właścicielka. - Przywidz ma to szczęście, iż leży aż na dwóch Głównych Zbiornikach Wód Podziemnych GZWP ( GZWP 111 Subniecka Gdańska — jeden z większych w naszym województwie oraz GZWP 116 Zbiornik międzymorenowy Gołębiewo - przyp. redakcji)
 Zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego granica jednego z nich przebiega właśnie przez jej działkę, dokładnie przez to składowisko.


Kupiła działkę za 200 tysięcy, straciła już 300.000 zł, a ile jeszcze?
Warto dodać, że projekt pasywnego budynku miał unijne dofinansowanie. Miał, bo w związku z odkryciem wysypiska i brakiem reakcji gminy, właścicielka gruntu wstrzymała prace budowlane.  Niewybudowanie budynku do czerwca 2015 roku poskutkowało przepadkiem 300 tysięcy złotych dotacji.
Gdyby budynek powstał, Łucja Ptaszyńska zaangażowana byłaby dzisiaj w realizację swojego ambitnego projektu dla społeczeństwa Przywidza i nie tylko. Zamiast prowadzić działalność gospodarczą, grzęźnie w dokumentach, przepisach i kosztach. Traci czas, pieniądze i zapewne zdrowie.

***

Miała być zielona szkoła i edukacja ekologiczna w otoczeniu bogatej przyrody. A jest wysypisko śmieci, przepadek pieniędzy, zszargane nerwy.
Wszystko nadal leży w ręku wójta Przywidza.

Tekst i zdjęcia
Adam Kiedrowski



KONTYNUACJA TEMATU:

"Ekostrefa" wciska śmieci - aktualizacja

Co dalej w sprawie odpadów - wójt Przywidza odpowiada

 

 

 

 

comments