Po sprawiedliwość poszła aż do Rzecznika Praw Obywatelskich. Wbrew urzędniczej machinie, a nawet wbrew sądom.

Łucja Ptaszyńska zna się na ekologii jak mało kto. A już w ogóle na gospodarce odpadami. Jednak jakimś zrządzeniem losu, a raczej zrządzeniem lokalnej władzy została wepchnięta w kłopoty z... własną działką.

O tej dzielnej kobiecie pisaliśmy już na łamach "Nowego Pomorza", zarówno w gazecie jak i portalu w artykułach Przywidz, powiat gdański. Kupiła od gminy działkę z... ukrytym wysypiskiem śmieci... oraz "Ekostrefa" wciska śmieci a także Nie tylko kupiła ukryte wysypisko, to jeszcze jej podrzucają odpady oraz Co dalej w sprawie odpadów - wójt Przywidza odpowiada.

 

Przypomnijmy, że Łucja Ptaszyńska, mieszkanka Kościerzyny stała się właścicielką pięknej działki w Przywidzu. Działka została kupiona od - wydawać by się mogło - najpewniejszego oferenta na tym terenie - gminy Przywidz. Na zakupionej działce bohaterka naszych publikacji planowała zbudowanie zielonej szkoły, by tam, wśród dębów, buków i innych wiekowych drzew, w otoczeniu lasu i mokradeł prowadzić ekologiczną edukację.

 

Wkrótce na zakupionym od gminy Przywidz terenie Łucja Ptaszyńska rozpoczęła pierwsze prace budowlane. Miał powstać dom pasywny, na który mieszkanka Kościerzyny otrzymałaby dofinansowanie w wysokości 300 tysięcy złotych. W trakcie robót ziemnych okazało się, że pod warstwą gruntu znajdują się śmieci. Gdzie tylko koparka wbiła swoje zęby, natrafiała na ogromne ilości odpadów. Ogromne, bo według szacunków Łucji Ptaszyńskiej jest to około 5 - 6 tys. m3 , a więc po prostu spore wysypisko. Gdyby właścicielka gruntu chciała je usunąć, musiałaby ponieść koszt nawet 1 mln zł, co pięciokrotnie przewyższa wartość działki w chwili zakupu.

 

Plany budowy domu pasywnego legły w gruzach, a dofinansowanie przepadło. Inwestorce opadły ręce. Poczuła się oszukana.

 

Kto jest właścicielem odpadów

Łucja Ptaszyńska próbowała dojść z samorządem do jakiegoś porozumienia, żeby gmina swoje dawne wysypisko usunęła. Oferowała przy tym swoją pomoc w zakresie Niestety, spotkała się nie tylko z odmową, ale wójt gminy Przywidz, Marek Zimakowski uznał, że mieszkanka Kościerzyny jest właścicielem odpadów i nałożył na nią decyzję nakazującą usunięcie tych śmieci!

 

Właścicielka działki nie tylko zna się na ekologii, ale także na przepisach związanych z całą tą sferą. Dlatego też zaskarżyła decyzję wójta do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Organ uznał skargę i nakazał wójtowi wycofać się z krzywdzącej decyzji.

 

- Samorządowe Kolegium Odwoławcze potwierdziło moją słuszność odwołania, a jednocześnie nakazywało wójtowi przeanalizować dokumenty w tej sprawie i wykonać kilka czynności wyjaśniających - mówi Łucja Ptaszyńska. - Wójt przez kilka miesięcy nic w tej sprawie nie robił, a potem wymyślił coś innego: wystawił kolejną decyzję umarzającą jego wcześniejszą o nakazie wywozu, uznając, że ja nie jestem właścicielem odpadów, ale równocześnie stwierdzając, że gmina też nie jest, choć to mieszkańcy gminy przez lata tam wywozili śmieci - opowiada oburzona. - Decyzję taką wystawił wbrew przepisom, polskim i unijnym, które mówią, że nie może być sytuacji, w której brak jest podmiotu odpowiedzialnego za usunięcie odpadów - wyjaśnia.

 

Decyzja wójta, według Łucji Ptaszyńskiej, sankcjonowałaby stan, w którym wbrew przepisom, także unijnym, nikt nie jest posiadaczem dzikich, gminnych odpadów składowanych na działce należącej jeszcze do niedawna do gminy. Dlatego znów na kolejną decyzję wójta złożyła skargę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

 

- Niestety, tym razem SKO już nie raczyło zobowiązać wójta do wykonania tego co miał nakazane, a nie zrobił - mówi rozżalona właścicielka działki. - Tylko podtrzymało jego decyzję legalizując ten stan. Więc odwołałam się od decyzji tego organu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Co gorsza, sąd podtrzymał decyzję SKO i uznał, że właściwie to Ptaszyńska powinna wywieźć te odpady, co jest kompletną bzdurą - opowiada. - Wojewódzki Sąd Administracyjny potwierdził, że zanim działka była sprzedana, posiadaczem odpadów była gmina, ale wyzbyła się tego statusu poprzez sprzedaż. Takie stwierdzenie jest całkowicie sprzeczne z przepisami unijnymi i polskimi, z art.27 Ustawy o odpadach, bo nie można pozbyć się statusu posiadacza, jeśli nie przekaże się odpadów specjalistycznemu podmiotowi posiadającemu koncesję na wywóz i gospodarowanie odpadami - wyjaśnia Łucja Ptaszyńska. - Więc posiadaczem jest nadal gmina, a nie ja - twierdzi stanowczo.

 

Łucja Ptaszyńska spróbowała jeszcze innej drogi. Trafiła ze swoją sprawą do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Gdańsku. Inspektor wojewódzki zorganizował spotkanie, na które, jako mediator, zaprosił wójta gminy Przywidz oraz Łucję Ptaszyńską. WIOŚ poinformował o możliwości dofinansowania usunięcia odpadów. Gdyby gmina przystąpiła do propozycji, otrzymałaby aż 95 % dofinansowania.

 

- Władze gminy musiałyby się tylko zgodzić na formalności i 5 % wkład finansowy. Niestety, co jest dla mnie niezrozumiałe, wójt nie był tym zainteresowany - twierdzi właścicielka gruntu.

 

Zapytany przez nas wójt gminy Przywidz, Marek Zimakowski ma inne zdanie na ten temat.

 

- Sprawa dotyczyła dofinansowania z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska - mówi wójt - a podczas spotkania w WIOŚ pani Ptaszyńska występowała jako prezes Fundacji Ekoenergetycznej. Jak się okazało, nie była zainteresowana, żeby jej podmiot uzyskał takie dofinansowanie, a chciała, żebyśmy my, jako gmina, to zrobili na jej prywatnej działce. Ale przecież gmina nie może działać na prywatnym gruncie - twierdzi wójt.

- Owszem, gdyby pani Ptaszyńska wystąpiła o dofinansowanie dla siebie, to nawet jakoś nieformalnie byśmy mogli pomóc, czy jeśli chodzi o pisanie czegoś (chodzi o wnioski i dokumentację - przypis redakcji), koparkę to byśmy pomogli - dodaje wójt Marek Zimakowski.

- Tak wysokie dofinansowanie dotyczyło tylko samorządów. Dla osób fizycznych i fundacji można było się ubiegać o 10 %  - twierdzi Łucja Ptaszyńska. - A poza tym wciąż nie są to moje odpady! - uzupełnia.

 

Wójt Marek Zimakowski trzyma się więc dwóch rzeczy: tego, że, jak twierdzi - odpady nie należą do gminy, na potwierdzenie czego ma decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego i wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku utrzymujący w mocy tę decyzję SKO, oraz tego, że samorząd nie może prowadzić prac na prywatnej działce.

Łucji Ptaszyńskiej w żaden sposób te twierdzenia nie przekonują. - Do prac przy usuwaniu z działki odpadów wystarczy tytuł prawny. A tytuł prawny to nie tylko prawo własności, ale także udostępnienie w różnych formach, które prawo przewiduje, np. dzierżawa - tłumaczy mieszkanka Kościerzyny. Przepis ustawy o odpadach nakazuje mi jako właścicielowi terenu umożliwić Gminie usunięcie odpadów z nieruchomości. - Ja już dwa lata temu w pismach do wójta napisałam, że udostępnię działkę Gminie, więc wójt ten tytuł prawny ma już od dawna.

 

- Jeżeli są sprawy nierozstrzygalne, to może zająć się nimi sąd - mówi Marek Zimakowski. - Dlaczego pani Ptaszyńska nie oddała nas do sądu? (cywilnego - przypis redakcji) - pyta.

 

- Wójt bardzo dobrze wie, że gdybym chciała dochodzić swoich racji przed sądem cywilnym musiałabym wpłacić do kasy sądu kwotę równą 5% wartości roszczeń, a więc przynajmniej 50 tysięcy złotych! - ripostuje Łucja Ptaszyńska. - Skąd wziąć takie pieniądze tylko na opłacenie wniosku? - pyta retorycznie.

 

 

Rzecznik Praw Obywatelskich uznał skargę

Właścicielka feralnej działki nie poddała się. Napisała skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich, żeby ten zajął się jej sprawą. I stało się. Rzecznik dopatrzył się, że obywatelka przed urzędami i sądami słusznie domaga się swoich praw, a które w ocenie tej instytucji respektowane nie są. Dlatego Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył wyrok wydany przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku oddalający skargę Łucji Ptaszyńskiej na decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego utrzymującego decyzję wójta gminy Przywidz. Rzecznik zarzucił wyrokowi naruszenie przepisów o odpadach poprzez ich niewłaściwe zastosowanie i wniósł do Naczelnego Sądu Administracyjnego wniosek o uchylenie wyroku w całości i rozpoznanie skargi kasacyjnej na rozprawie.

 

- Jestem szczęśliwa z tego powodu, że tak poważna instytucja stanęła w mojej obronie - mówi Łucja Ptaszyńska. - Rzecznik Praw Obywatelskich potwierdził to co jest powszechnie wiadome, czyli to, że od czasu jak jesteśmy w Unii Europejskiej nie można pozbyć się odpadów ot tak sobie. Po to wprowadzono przepisy nakazujące przekazywanie odpadów na bazie karty przekazywania odpadów, żeby odpady gdzieś nie zginęły, żeby ktoś był odpowiedzialny za ich unieszkodliwienie . A odpady można przekazać tylko podmiotowi z koncesją. Ja takim podmiotem nie jestem - dodaje właścicielka działki.

 

Tekst i zdjęcia Adam Kiedrowski

 

 

comments