Do Karsina, w powiecie kościerskim, na teren jednej z firm, sprawiającej wrażenie opuszczonego i zaśmieconego terenu przyjechał transport kilkudziesięciu ton nieznanych materiałów, najprawdopodobniej szkodliwych odpadów. Wójt gminy Karsin obawia się, że chodzi o ściąganie i składowanie niebezpiecznych dla środowiska substancji. Dlatego przypuszczając, że ma rację, powiadomił wszystkie możliwe służby.

Na kilkuhektarowy teren przy ul. Dworcowej w Karsinie w czwartek, 4 stycznia zajechały dwa tiry o nośności 24 ton każdy. Za pomocą sztaplarki rozpoczął się rozładunek.

To wzbudziło zainteresowanie jednego z mieszkańców gminy, bo przecież na terenie, na którym są opuszczone i zniszczone budynki, setki metrów kwadratowych przykryte jakimiś odpadami, śmieciami i nagle taka akcja? Powiadomił więc Urząd Gminy w Karsinie.

Gdy wójt upewnił się, że rzeczywiście tak jest, zawiadomił straż pożarną, policję, prokuraturę, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Wkrótce na miejscu pojawiły się w komplecie wszystkie służby. Wyładunek przerwano, ale jedna ciężarówka została już kompletnie opróżniona. Prostopadłościenne zbiorniki oraz beczki zdążyły wylądować przy ścianie opuszczonego budynku.

 

Na placu pojawił się prokurator, technicy policyjni, strażacy z Kościerzyny i z OSP Karsin. Urzędnicy z urzędu gminy. Ciężarówki, sztaplarkę i ładunek odgrodzono taśmą ostrzegawczą.  Wstępnie przesłuchano dwóch kierowców. Wkrótce pojawili się strażacy - chemicy z Gdyni. Nikt jednak nie ryzykował i nie otwierał pojemników.

Kierowcy ciężarówek z województwa kujawsko-pomorskiego wylegitymowali się listami przewozowymi wskazującymi, że ładunek - szlam lakierniczy i rozpuszczalniki - miał trafić na południe Polski, do Dąbrowy Górniczej. Tłumaczyli, że ruszyli na Śląsk, ale w trasie zostali zawróceni z drogi i skierowani do Karsina. Według niepotwierdzonych informacji odbiorcą ładunku była firma, która już nie istnieje.

Wójt gminy Karsin, Roman Brunke podejrzewa, że kilkuhektarowy plac, na którym wylądowały pojemniki to miejsce, gdzie ktoś urządza sobie nielegalne składowisko odpadów. I to odpadów groźnych dla środowiska. Trudno jednak ustalić kto, bo działka kilkukrotnie zmieniała właścicieli i dziś jej status prawny jest trudny do ustalenia. Tym bardziej, że - według wójta gminy - pod hipotekę terenu uzyskiwano wielomilionowe kredyty. Karta ładunkowa, na której widnieje nieistniejąca firma tylko utwierdza wójta w przekonaniu, że zleceniodawcy nie mają uczciwych zamiarów.

Jak informuje rzecznik kościerskich policjantów, asp. Piotr Kwidziński, ładunek czeka na ekspertyzę. Ciężarówki zostały na miejscu, a ich kierowcy musieli sobie znaleźć nocleg. Trwają ustalenia kto jest właścicielem ładunku i jaki był rzeczywisty cel przywiezienia go na teren przy ul. Dworcowej w Karsinie.

Tekst i fot. Adam Kiedrowski

 

 

comments