Zmarłego w minionym roku, znanego ze swojej dziennikarskiej działalności nie tylko w powiecie kościerskim, Andrzeja Kisiela wspomina jego żona, Teresa Lasowa.

Żałuję, że Andrzej nie dał się namówić na napisanie autobiografii. Byłaby to na pewno fascynująca kronika wielu zdarzeń, osób i miejsc.


Promocja


 

Poznałam Andrzeja na obozie studenckim w Polanicy-Zdroju w noc sylwestrową w 1971/72 roku. Podczas wielokrotnego składania sobie życzeń czułam, że spotkałam osobę wyjątkową, o czym szybko mogłam się przekonać po powrocie do Wrocławia i przez kolejne 45 lat...

Wrócę jednak do najważniejszych faktów z życia Andrzeja.

Urodził się 25 listopada 1944 roku w Kempten. Do Bawarii Niemcy wywieźli całą Jego rodzinę, po powstaniu warszawskim. Nigdy nie poznał tego smutnego miejsca, mimo wielu planów. Rodzice wrócili do Warszawy zaraz po zakończeniu wojny, prowadząc wózek z małym dzieckiem, częściowo na piechotę. Andrzej wychowywał się u dziadków, dręczony ciągłymi zabiegami, starającymi się przywrócić go do zdrowia i sprawności fizycznej. Ciężko chora matka zmarła, gdy miał niespełna 10 lat. Wojna i jej skutki przewijały się przez całe Jego życie.

Do szkoły podstawowej i liceum chodził w Wałbrzychu. Studia na Uniwersytecie Wrocławskim – zarówno na polonistyce jak i podyplomowe – kulturalno– oświatowe zakończył w 1968 roku.
Jego praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. Czesława Hernasa pt. Analiza warsztatu reżyserskiego Krystyny Skuszanki na przykładzie „Snu srebrnego Salomei” Juliusza Słowackiego na scenie Teatru Polskiego we Wrocławiu, oceniana była jako wybitna.
Krótko też pracował w tym teatrze jako asystent reżysera.

Podczas studiów spełniał pasje dziennikarskie jako sekretarz redakcji miesięcznika „Agora”. W późniejszych latach współpracował z wrocławskimi mediami: dziennikiem „Słowo Polskie” (redagował cotygodniowa kronikę kulturalną), z tygodnikiem „Wiadomości” (pisał recenzje teatralne i publicystykę kulturalną), „Nowinami Jeleniogórskimi”, rozgłośnią regionalną Polskiego Radia.
W latach 1969-70 był korespondentem „Słowa Polskiego” na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Jedną z krytycznych recenzji zacytowało Radio Wolna Europa, co nie spodobało się ówczesnej władzy...

W roku 1970 był akredytowany na Festiwalu Piosenki w Sopocie. W zachowanym wydruku tekstu z telefaksu, z celną i rzetelną recenzją nie zabrakło akcentów związanych z regionem Kaszub. Był to opis wyjazdu dziennikarzy do Szwajcarii Kaszubskiej: „Spędziliśmy miłe przedpołudnie w Brodnicy nad cudownym jeziorem, oglądając występ doskonałego zespołu regionalnego „Kaszuby”, który jako jeden z nielicznych kontynuuje stare kaszubskie pieśni, tańce i obyczaje a także mowę kaszubską. Szwajcaria Kaszubska jest znakomitym regionem turystycznym i nie ma człowieka, który oparłby się jej pięknu.”

Wybrzeże odwiedzał wielokrotnie interesując się repertuarem Teatru Wybrzeże, Teatru Muzycznego – był pod ogromnym wrażeniem inscenizacji powstałych pod kierunkiem Danuty Baduszkowej. Poznał wówczas wielu ludzi kultury oraz prasy, w tym Tadeusza Bolduana.

Andrzej brał też czynny udział w życiu muzycznym Wrocławia. Prowadził regularne, cotygodniowe spotkania we wrocławskim Klubie Jazzowym (był oczywiście członkiem Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego). Współpracował przy Festiwalu Jazz nad Odrą, uczestniczył jako juror w licznych przeglądach, festiwalach muzyki popularnej i rodzącego się big-beatu. Ogromnym zainteresowaniem w klubach studenckich i domach kultury cieszyły się Jego prelekcje ilustrowane muzyką z płyt. Zakres tematyczny był szeroki – od muzyki poważnej po pop, country a nawet bardzo modną wówczas muzykę hinduską. Był też fanem wielu grup muzycznych i ich członków, np. grupy Ossian. Wiele z tych przyjaźni przetrwało lata, o czym przekonywaliśmy się podczas Lata Kultury i Sportu w Pucku.

Kiedy rodziła się era dyskotek, wraz z przyjacielem Piotrem Starkiem prowadził kultową dyskotekę „Nas Trzech”, w której oprócz znanych przebojów tanecznych muzyki światowej, popularyzowali muzykę polską (stąd tytuł piosenki Wojciecha Skowrońskiego w nazwie) oraz węgierską (Omega, Locomotiv GT, etc.). Dyskoteka funkcjonowała w klubie „Oławka”, a latem przy Międzynarodowym Hotelu Studenckim w klubie „Katakumby”.

Swoje prywatne pasje muzyczne w pełni zrealizował w erze internetu, zdobywając dowolne utwory wszelkich wykonawców....

Czas studiów przyniósł też zainteresowania filmem. Andrzej był wieloletnim, aktywnym działaczem Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych i członkiem Rady PF DKF. Wygłosił (jak mawiał – z głowy, czyli z niczego) tysiące prelekcji filmowych, prowadził wiele dyskusji na temat filmów, aktorów, etc.

Przyczynił się do rozwoju tego bardzo ważnego, niezależnego ruchu, w 1981 roku otrzymał pamiątkowy medal „w uznaniu wybitnych zasług w dziedzinie krzewienia kultury filmowej”. Był założycielem i prezesem Dyskusyjnego Klubu Filmowego „Stolem” w Pucku, który w 1981 r. otrzymał najwyższe wyróżnienie – nagrodę im. Antoniego Bohdziewicza – z dyplomem podpisanym przez ówczesnego prezesa PFDKF – Andrzeja Wajdę.

Jedną z pasji Andrzeja był sport. Żartowaliśmy w gronie rodzinnym, iż oprócz genów ojca (był piłkarzem) zapowiedzią był udział w wyścigu rowerków trójkołowych zajmując 3 miejsce w zawodach organizowanych w 1950 roku przez Przegląd Sportowy. Okolicznościowy dyplom i fotografie znajdują się w archiwum rodzinnym. Mimo niesprzyjających warunków fizycznych, bardzo zwinny i sprawny ruchowo uprawiał sporty, zdobył też i z powodzeniem wypełniał uprawnienia sędziowskie ...Okręgowej Ligi Koszykówki. Po latach, na Wybrzeżu współpracował z Ludowymi Związkami Sportowymi, Okręgowym Związkiem Piłki Nożnej oraz Ręcznej otrzymując liczne podziękowania i wyrazy uznania.

Uprawnienia spikera stadionowego pozwalały na społeczne prowadzenie meczów piłkarskich KS „Kaszubia”.

Prywatnie zaś pasjonował się piłką nożną, grami zespołowymi halowymi (siatkówką, koszykówką, piłką ręczną), lekkoatletyką, etc. Znał wybornie wszelkie wyniki, nazwiska, daty, rekordy. Często poprawiał prowadzących relacje telewizyjne ubolewając nad ich niewiedzą.

W 1974 roku związaliśmy się już razem z Wybrzeżem, bezpośrednim powodem było podjęcie przeze mnie pracy w Muzeum w Pucku, a później, w 1988 roku we Wdzydzach.
Wspomnienia z Pucka opisał Andrzej w tekście pt. „Zostanie po nas złom żeliwny?” opublikowany w Zapiskach Puckich (Nr 1/2002 r.). Udokumentował tam prace i działalność wielu puckich społeczników oraz największe dokonania w dziedzinie kultury lokalnej, choć na pewno bez znamion prowincji.

Był to dla nas obojga czas ogromnej aktywności zawodowej i społecznej oraz - mimo trudnych warunków mieszkaniowych – szczęścia, wolności i pomyślności. Z czasem warunki codziennej pracy ogromnie się zmieniły na niekorzyść i Andrzej zrezygnował z funkcji zastępcy dyrektora Puckiego Domu Kultury.

Pod koniec 1990 roku, gdy mieszkaliśmy już w Kościerzynie, Andrzej dał się namówić do powrotu do zawodu dziennikarza. Początkowo został sekretarzem redakcji „Gryfa Kościerskiego” a następnie redaktorem naczelnym: "Naszego Tygodnika Kościerzyna", „Echa Kościerzyny”, „Ziemi Kościerskiej”, „Kuriera Kościerskiego”. W ostatnich latach był członkiem zespołu redakcyjnego „Nowego Pomorza”. Był też korespondentem terenowym „Radia Gdańsk”, „Głosu Wybrzeża” oraz „Przeglądu Sportowego”.

Od 2010 roku był na zasłużonej emeryturze.

Jeden z przyjaciół celnie zauważył, iż jako redaktor wyżej wymienionych gazet, autor niezliczonej ilości tekstów i fotografii spełnił rolę kronikarza Kościerzyny i okolic. Udokumentował bieżące życie społeczno – polityczne po roku 1990 – czyli narodziny i rozwój samorządności lokalnej, rozwoju kultury i sportu. Jego teksty były perfekcyjne warsztatowo stanowiąc wzór dla najmłodszego pokolenia dziennikarzy z naboru raczej amatorskiego niż zawodowego.

Niezależne, krytyczne i ostre czasem teksty przysporzyły mu wielu wrogów. Piętnował kolesiostwo, nepotyzm, nieprzestrzeganie prawa. Przeciwnicy rzucali mu kłody pod nogi... znosił to dzielnie, mimo iż były to chwyty poniżej pasa.

W swoich tekstach Andrzej dbał o precyzję w pisowni nazwisk (czasem dość trudnych na Kaszubach), nazw instytucji i wydarzeń.
Jako członek Towarzystwa Przyjaciół Muzeum – Kaszubskiego Parku Etnograficznego we Wdzydzach uczestniczył w budowaniu przez lata pozytywnego wizerunku rozbudowującej się instytucji, informował o imprezach, wystawach, wydawnictwach.

Prowadził konferansjerkę Wdzydzkich Koncertów Organowych, koncerty podczas Jarmarku Wdzydzkiego w kościele – w tym niezapomniany ostatni występ Zespołu Śpiewaczego „Wdzydzanki” z seniorką Władzią Wiśniewską. Przeprowadzał z nią wywiady, prowadził rozmowy. Interesował się też Plenerami Rzeźby w Granicie, uczestniczył w wernisażach.
4 XII 2014 roku prowadził oficjalną uroczystość wręczenia odznaczeń państwowych pracownikom Muzeum we Wdzydzach oraz działaczom Towarzystwa Przyjaciół Muzeum. Otrzymał wówczas honorową odznakę „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Obecny na uroczystości wojewoda pomorski był pod wrażeniem profesjonalizmu Andrzeja.

Dużo miejsca poświęcał też Wojewódzkiemu Ośrodkowi Szkoleniowo – Wypoczynkowemu im. Józefa Piłsudskiego w Garczynie i współpracy z Marynarka Wojenną. Był pod wrażeniem dynamicznego rozwoju Gminy Kościerzyna pod wodzą Waldemara Tkaczyka. Był współautorem jubileuszowego wydawnictwa.

Dokumentował też pracę strażaków (otrzymał liczne podziękowania oraz odznaki za zasługi dla pożarnictwa), samorządowców.
Odznaczany był przez pracodawców Brązowym i Srebrnym Krzyżem Zasługi, odznaką Zasłużony Działacz Kultury. Był członkiem zarządu Stowarzyszenia Mediów Polskich w Warszawie.

Wspierał muzealników skansenowskich i Stowarzyszenie Muzeów na Wolnym Powietrzu w Polsce. Miał tam, podobnie jak środowisku DKF-owiczów wielu przyjaciół.

Wiosną, 2017 roku, będąc już poważnie chory spełnił swoje ostatnie życiowe pragnienie: wyjazdu do mojego rodzinnego miasta, aby zapewnić mi opiekę najbliższych mi osób.

Straciliśmy wszyscy życzliwego, otwartego, niezwykle towarzyskiego, inteligentnego, błyskotliwego człowieka o fenomenalnej pamięci i wielkiej wrażliwości.
Był lojalny i szczodry w przyjaźni i miłości.

Andrzej był człowiekiem bezkompromisowym, nie znosił małostkowości, chamstwa, bylejakości, karierowiczostwa, braku profesjonalizmu. Zawsze działał pro publico bono, bo tak został ukształtowany w latach młodości.

Na cmentarzu żegnało Go grono przyjaciół, rodzina, w strugach jesiennego deszczu. Po uroczystości pogrzebowej zaświeciło słońce...

Pamiętajmy o tym „niezwykłym – zwykłym” człowieku.

Teresa Lasowa, grudzień 2017 r., Opole.







comments