Kupiła piękną działkę od gminy Przywidz. Była przekonana, że kto jak kto, ale gmina to bezpieczny sprzedający. Okazało się, że działka jest atrakcyjna, ale tylko z pozoru.

O zakupie działki przez Łucję Ptaszyńską, mieszkankę Kościerzyny, pisaliśmy w czerwcu w artykule Kupiła od gminy działkę z... ukrytym wysypiskiem śmieci.


Promocja


 

Przypomnijmy, że Łucja Ptaszyńska zakupiła od gminy Przywidz działkę, na której planowała, między innymi, zbudowanie zielonej szkoły w celu prowadzenia edukacji ekologicznej. Działka była spełnieniem jej marzeń: stare dęby, pagórki, mokradła, gniazdujące ptactwo. W tym miejscu się zakochała. Jednak nie było tak, że najpierw zobaczyła wymarzone miejsce, ale wcześniej pytała w gminach czy mają jakieś ciekawe działki. — Gmina to bezpieczny, wiarygodny sprzedający, jest zobligowana do działań otwartych, etycznych i uczciwych. To pewność, że nie sprzedaje żadnej ukrytej niespodzianki — uważała do tej pory Łucja Ptaszyńska.

Gdy pracownik Urzędu Gminy w Przywidzu pokazał jej właśnie tę, od razu wiedziała, że to jest to miejsce. Kiedy na zakupionej działce ruszyły pierwsze prace ziemne związane z realizacją projektu domu pasywnego (na który Łucja Ptaszyńska zdobyła 300 tysięcy złotych unijnego dofinansowania), okazało się, że działka to w dużej części wielkie wysypisko śmieci. Tyle, że przykryte warstwą ziemi. Wszystko wyszło na wierzch, gdy koparka zagłębiła się w kilku miejscach. Proces inwestycyjny właścicielka musiała przerwać, niewybudowanie do czerwca 2015 roku budynku sprawiło, że pieniądze unijne przepadły.

 

Śmieci jest, według szacunków właścicielki gruntu, około 5 tys. m3. Jednak to nie koniec kłopotów. Wójt gminy, Marek Zimakowski nałożył na Łucję Ptaszyńską decyzję nakazującą usunięcie tych śmieci! Czyli gmina zachowała się tak, jakby Łucja Ptaszyńska założyła sobie sama dzikie wysypisko. Hipotetyczny koszt wywozu takiej ilości odpadów to nawet 800 tysięcy złotych, a więc czterokrotnie więcej niż wartość działki w chwili zakupu.

Niejedna osoba po takiej serii mogłaby dostać wylewu albo zawału. Na szczęście, nic z tych rzeczy Łucji Ptaszyńskiej nie spotkało, bo mimo filigranowej fizjonomii to bardzo silna kobieta. Czując się oszukana, podjęła nierówną walkę. Z jednej strony - gmina posiadająca niewątpliwie pewną władzę i pieniądze, a z drugiej - prywatna osoba domagająca się sprawiedliwości, która już straciła kilkaset tysięcy złotych.

Od decyzji wójta nakazującej usunięcie komunalnych odpadów Łucja Ptaszyńska odwołała się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (Samorządowe Kolegium Odwoławcze to organ administracji publicznej wyższego stopnia rozpatrujący odwołania od decyzji administracyjnych, zażalenia na postanowienia, żądania wznowienia postępowania lub stwierdzenia nieważności decyzji - przypis redakcji).

SKO pod koniec lipca decyzję wójta uchyliło. W uzasadnieniu można przeczytać, między innymi, że "oceniono, że decyzja wójta została wydana z istotnym naruszeniem art. 7 i art. 77 paragraf 1 k.p.a. oraz że „.. poza sporem jest, że Łucja Ptaszyńska nabyła nieruchomość stanowiącą działkę nr 154/44 od Gminy Przywidz w 2010 r., a odpady na nieruchomości zostały „odkryte” w trakcie prac budowlanych związanych budową budynku. Nadto, z akt sprawy wynika, że na ww. działce gminnej wysypisko śmieci powstało około 1980 r. a zostało zlikwidowane około 2000 r.” 

Samorządowe Kolegium Odwoławcze dodaje też, że „… nie było podstaw do przyjęcia, iż uzasadnione jest domniemanie (...) iż władająca obecnie działką nr 154/4 Łucja Ptaszyńska jest posiadaczem odpadów znajdujących się na działce. Przeciwnie, uzasadnione jest domniemanie, iż to nie Skarżąca jest posiadaczem odpadów (...) Gdyż odpady na działce były gromadzone na wiele lat przed nabyciem nieruchomości przez Skarżącą i objęciem przez nią nieruchomości w posiadanie. Zasadne jest raczej domniemanie, iż likwidacji istniejącego wysypiska i rekultywacji terenu dokonano w sposób nieprawidłowy. Skarżąca podnosiła powyższe fakty w toku postępowania, wskazywała na fakt, iż na nieruchomości istniało gminne wysypisko śmieci, co znajduje potwierdzenie w aktach sprawy. Organ I instancji (wójt) w żaden sposób nie odniósł się do tych zarzutów, nie wyjaśnił, czy okoliczność ta ma znaczenie w rozstrzygnięciu niniejszej sprawy, nie wyjaśnił, kto jest posiadaczem odpadów znajdujących się na działce nr 154/4, ani nawet nie podjął żadnych czynności w tym celu poza przeprowadzeniem oględzin nieruchomości.”

Krótko mówiąc, śmieci nie należą do Ptaszyńskiej, która kupując działkę ufała gminie i jej urzędnikom.

- Liczę na usunięcie odpadów przez gminę jak najszybciej, bo chciałabym wykorzystywać moją ziemię zgodnie z planami - mówi Łucja Ptaszyńska. Również przyroda mojej działki dopytuje, kiedy gmina zwróci jej czysty oddech, aby miała możliwości samooczyszczania, po usunięciu śmietniska. Zanim ta bomba ekologiczna wybuchnie - dodaje właścicielka działki.

Piłeczka jest po stronie wójta, Marka Zimakowskiego, który - dla zakończenia sytuacji nie służącej przecież ani gminie ani jej mieszkańcom, a tym bardziej poszkodowanej właścicielce działki - mógłby wysypisko zlikwidować.

Warto tu dodać, że gmina posługuje się hasłem promocyjnym: "Przywidz. Ekostrefa".

Tekst, zdjęcia i film: Adam Kiedrowski

 



KONTYNUACJA TEMATU:

Co dalej w sprawie odpadów - wójt Przywidza odpowiada

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

comments

NASZE INTERWENCJE