Gmina Dziemiany zaczyna borykać się z nowym problemem związanym z ubiegłoroczną, katastrofalną nawałnicą. Co jakiś czas dochodzi bowiem do awarii sieci wodociągowych.

Aż trudno uwierzyć, że 7 miesięcy po nawałnicy, mieszkańcy znów odczuwają skutki niszczycielskiej wichury. Okazuje się, że wywożenie potężnych ilości drewna z powalonych lasów wpływa nie tylko na stan dróg w gminie.

- Trwa intensywne wywożenie drewna z terenów leśnych składowisk - mówi wójt gminy Dziemiany, Leszek Pobłocki. - Po zmarzniętym gruncie wyjeżdża z lasów dziennie ponad 100 składów ciężkich, często 40 tonowych samochodów, drogami leśnymi, gminnymi aż do powiatowych i drogi wojewódzkiej. Drgania wywołane wzmożonym transportem powodują pękanie zlokalizowanych w tych drogach instalacji wodociągowej. Przynajmniej raz w tygodniu mamy w gminie awarię wodociągu - mówi wójt gminy.

Podczas jednej z kilku awarii ekipa dokopała się poprzez zmarzniętą ziemię do uszkodzonego wodociągu. Akurat przejeżdżał transport wyładowany drewnem. - Widać było gołym okiem, jak pracuje ziemia i jak ściska rury - opowiada wójt.

Awaria wodociągu (ostatnio jednego tygodnia w Dziemianach i Lampkowie w sołectwie Trzebuń) to nie tylko uciążliwość dla mieszkańców. To także wymierne szkody dla samorządu. Koszt usunięcia jednej awarii waha się w granicach 10 - 15 tysięcy złotych.

Gmina Dziemiany, która w województwie pomorskim należy do tych najbardziej poszkodowanych w sierpniowej nawałnicy, liczy na obiecane fundusze z ministerstwa spraw wewnętrznych, a także na unijne środki z funduszu solidarności. Także na naprawę dróg gminnych. Niestety, pomoc nie obejmie kosztów związanych z tym, co jest pod drogami, a więc naprawy sieci wodociągowej i kanalizacyjnej. - Nikt nie chce nam uznać kosztów, które jako gmina ponosimy w późniejszym czasie, jednak wskutek nawałnicy - mówi wójt.

W urzędzie gminy mówią, że jeden z mieszkańców Trzebunia naliczył tylko przez godzinę 16 składów z drewnem przejeżdżających przez gminne drogi. Nie chodzi tylko o obciążenie. Puste składy, na skutek rezonansu, przenoszą większe drgania. - My nawet nie wiemy gdzie może nam wyskoczyć kolejna awaria - słyszymy. Urzędnicy próbowali rozmawiać z leśnikami o tym, jak ich działalność wpływa na awaryjność sieci.

- Niestety, leśnicy mówią nam: "nie bądźcie czarnowidzami, to się jakoś da, będzie OK". - Tak, "będzie OK, ale jakim i czyim kosztem? - pyta retorycznie wójt gminy Leszek Pobłocki.

(ak) Fot. Adam Kiedrowski

comments

WYDARZENIA

WYDARZENIA wszystkie artykuły w tej kategorii